Sauna RELOADED i dzień niepodległości

niedziela, 11.11.2007, 17:38

Wczoraj po saunie wpadliśmy na genialny (z perspektywy czasu kretyński) pomysł, polegający na zrobieniu zdjęć po saunie na dworzu, w śniegu. Efekt:

Sauna Reloaded

W galerii oprócz tego jest jeszcze zdjęcie przedstawiające, jak czterech morsów z sauny leży na śniegu jedynie w ręcznikach. Na pocieszenie, jako jedyny z towarzystwa nie byłem pod wpływem filipińskiej choroby.

Przed sauną powiesiliśmy na maszcie na Karankokatu polską flagę. Sporo osób zwróciło na nią uwagę, i dało się słyszeć głosy w stylu “it’s Independence Day of Poland tomorrow”. Flaga przetrwała do rana, gdzie zmieniono ją na gigantyczną flagę narodową Finlandii (dzisiaj nie ma żadnego święta, wydaje mi się, że flagi zawisły z okazji rocznicy zakończenie I Wojny Światowej).

Zdjęcia z sauny i z wieszania flagi dostępne są tutaj.

skomentuj »tagi wpisu: , , , ,
brak komentarzy

Pierwszy śnieg w Lappeenrancie

środa, 07.11.2007, 12:17

Pierwszy śnieg w Lappeenrancie
Więcej zdjęć w galerii.

skomentuj »tagi wpisu: ,
brak komentarzy

Rocznica + paczka

poniedziałek, 05.11.2007, 12:06

W niedzielę (4 listopada) minęła druga rocznica od zdania egzaminu na prawo jazdy. Podobno bardzo duży odsetek młodych kierowców ma stłuczkę lub kolizję w pierwszych dwóch latach samodzielnej jazdy – całe szczęście był to dla mnie bezkolizyjny okres (a przejechałem w tym czasie kilkanaście tysięcy kilometrów).

Jakby zupełnie z tej okazji, rano w poniedziałek czekała na mnie niespodziewana paczka z domu, zawierająca kupę słodyczy. Szczerze powiedziawszy, nie licząc wizyt w supermarketach dawno nie widziałem takiej ilości dóbr konsumpcyjnych w jednym miejscu :) Mój osobisty faworyt to czipsy jabłkowe – zawsze je tu chciałem kupić, ale są na tyle drogie, że tego nie robiłem. Teraz mam ich całkiem sporo – dzięki :).

Pstryknąłem trzy fotki, upamiętniające paczkę przed i w trakcie rozpakowywania: są w sekcji ze zdjęciami.

skomentuj »tagi wpisu: , ,
komentarzy: 2

Санкт-Петербург

niedziela, 04.11.2007, 22:11

Jest powód do radości – cały i zdrowy wróciłem z czterodniowej wycieczki do Rosji, do Sankt Petersburga. W tym poście postaram się w mniej lub bardziej udany sposób streścić co ciekawsze wydarzenia i rzeczy, które przykuły moją uwagę.

O Sankt Petersburgu
Sankt Petersburg (zapis w rosyjskiej cyrylicy: Санкт-Петербург) jest miastem, położonym w Zachodniej Rosji w delcie rzeki Neva nad Zatoką Fińską. W Sankt Petersburgu żyje około 5 milionów ludzi, a w całej aglomeracji prawie 6 milionów. Miasto zajmuje powierzchnie 670 kilometrów kwadratowych na ponad 42 wyspach, połączonych ok. 350 mostami. Przez ponad 200 lat (do 1918) była to stolicja Rosji (przeniesiona z Moskwy przez Piotra Wielkiego), a w latach 1914 – 1991 nazwa miasta brzmiała Leningrad.

Panorama

Survival guide
Przed wyjazdem otrzymaliśmy Survival Guide, dzięki któremu dowiedzieliśmy się paru przydatnych rzeczy, jak przeżyć w Rosji:

  1. zawsze się targuj
  2. nigdy nie pij wody z kranu
  3. uważaj na swój dobytek i na swoich znajomych (lol)
  4. nie chodź sam po zmroku
  5. przed wejściem do taksówki upewnij się, że jest tam tylko kierowca
  6. zawsze noś przy sobie kartę hotelową i dowód tożsamości, zapytany przez policjantów powiedz, że jesteś z zagranicy
  7. wódkę kupuj tylko w sklepach – rynek i ulica odpadają
  8. nie rób zdjęć na granicy oraz w metrze
  9. nie pij za dużo

Po uzbrojeniu w taki arsenał porad, można było przeżyć cztery dni tutaj :) Pozostały oczywiście bariery językowe, ale i tu nasz survival guide był podpowiedzią, jak po rosyjsku powiedzieć kilka niezbędnych fraz, takich jak “dziękuję”, “proszę”, “jak się masz”, “poproszę butelkę wódki”, “do widzenia”, “przepraszam”, “proszę nalać mi wódki” itp. :)

A zatem, co zwiedziliśmy?
Pierwszego i ostatniego dnia nie zwiedzaliśmy nic (przyjechaliśmy do hotelu w czwartek wieczorem, wyjechaliśmy w niedzielę rano). Drugiego dnia naszym pierwszym celem była tzw. “Village of the Tzars” – mieliśmy okazję podziwiać wnętrza oraz ogrody pałacu Katarzyny. Przepych wnętrz był momentami olśniewający, a na zewnątrz zrobiliśmy sobie kilka głupich, grupowych zdjęć :) Zdjęcia z tej części wyprawy dostępne są w tej galerii.

Drugim punktem wycieczki była Katedra o nazwie “Sobór Zmartwychwstania Pańskiego” (Храм Спаса на Крови), leżąca nad kanałem Griboyedova. Budowla została wzniesiona na miejscu, gdzie w 1881 roku został zamordowany car Aleksander II Romanow (stąd angielska nazwa: Spilled Blood Cathedral). Ogólna powierzchnia świątyni to 1642 m², a wysokość – 81 m. Sobór wybudowano w tradycyjnym rosyjskim stylu XVI i XVII wiecznym. Z zewnątrz widoczne są płytki ceramiczne mozaiki, szkliwione cegły, marmur i granit, cebulaste kopuły są złocone i emaliowane. Wnętrze niemal całkowicie pokryte jest dekoracją mozaikową przedstawiającą sceny z Nowego Testamentu i wizerunki świętych. Zdjęcia zrobione na zewnątrz oraz wewnątrz dostępne są pod tym adresem.

Ostatnim punktem drugiego dnia wycieczki był interesujący, nocny rejs statkiem po rzece Neva, pokazujący całe piękno Petersburga w nocy. Wszystkie budynki wzdłuż rzeki oraz mosty są iluminowane, wygląda to naprawdę niesamowicie, szkoda tylko, że tego piękna nie oddają zrobione tam zdjęcia. Rejs był połączony z degustacją sowieckiego szampana (ohyda) oraz tradycyjnej rosyjskiej wódki (ohyda x10). Zdjęcia z rejsu, oraz inne zdjęcia, zrobione w nocy zamieściłem w osobnej galerii.

Dzień trzeci zaczął się od zwiedzania Katedry Św. Izaaka. Ten monumentalny budynek w chwili wybudowania był największym obiektem tego typu w Rosji, jego ukończenie zajęło ponad 40 lat. Wnętrze pokryte jest mozaikami i malowidłami, a z tarasu można podziwiać panoramę miasta (choć jej większa część wokół katedry to jakieś rudery i budynki w fazie konstrukcji). Tym nie mniej zdjęcia zrobione w katedrze należą do tych bardziej udanych, i można je zobaczyć tutaj.

Kolejnym punktem wycieczki był krążownik SS Peter (zdjęcia) oraz muzeum Hermitage, w którym z powodu braku czasu nie byłem (zdjęcia). W czasie, gdy grupa była w muzeum, ja z Bartkiem zwiedziliśmy Muzeum Artylerii, pełne czołgów, dział i innych przyrządów do zadawania obrażeń (zdjęcia).

Oprócz tego, podczas przejazdu pomiędzy kluczowymi punktami programu były jeszcze inne atrakcje, czasem zatrzymywaliśmy się by porobić zdjęcia, a o innych miejsach w czasie przejazdu opowiadała przewodniczka. Ludzie z tylnych rzędów strasznie się z niej śmiali, bo nadużywała natępujących słów: excellent, superior, gorgeous, extensive, absolutely, spectular, wonderful, great i innych. Z początku na to się nie zwracało uwagi, ale później strasznie kuło w oczy, kiedy w zdaniu, opisującym jakiś brzydki i odrapany mur pojawiały się dwie kombinacje: “extensive” oraz “absolutely spectacular”.

Alkoholizm
Myśląc o Sankt Petersburgu przed wyjazdem spodziewałem się, że zobaczę cały tłum pijanych ludzi, pociągających bezpośrednio z butelki na ulicy. To był błąd:

  1. po pierwsze, picie w miejscach publicznych jest zakazane, szczególnie dla gości z zagranicy, którzy są potencjalnym celem do ukarania grzywną (bo mają pieniądze)
  2. po drugie, picie bezpośrednio z butelki jest uważane za przejaw alkoholizmu
  3. po trzecie, picie bez jedzenia czegokolwiek jest uważane za przejaw alkoholizmu
  4. po czwarte, picie bez wcześniejszego wzniesienia toastu jest uważane za przejaw alkoholizmu

Ogólnie rzecz biorąc, można więc pić ile wlezie, byle jednocześnie mieć jakąś zakąskę, wznieść toast i nie pić z butelki. Wóczas nikt nie zarzuci, że się jest alkoholikiem :)

Ciekawostka: W jednej z restauracji (o przyjaźnie brzmiącej nazwie Idiot) można kupić “Gentleman’s kit” za 30€. Jest to ogólnie rzecz biorąc zestaw drobnych przekąsek, jeden litr wódki, oraz w cenę wliczona jest taksówka do najbliższego szpitala :)

Korki
W Sankt Petersburgu każdy zdaje się być w posiadaniu auta (nie wiem czy legalnie czy nie, w każdym razie jest sporo luksusowych aut, na przemian ze starymi Ładami). Na ulicę codziennie wyjeżdząją ich miliony, niestety zdaje się, że tutaj prawa jazdy się nie wyrabia, a raczej kupuje na bazarze. To co się dzieje na ulicach to przechodzi ludzkie pojęcie – w poradniku dla turystów jest napisane, by uważać przy przechodzeniu na światłach, bo to, że mamy zielone nic nie oznacza. Analogicznie, czerwone światło dla kierowcy też czasem znaczy co innego – przewodnik złośliwie zauważył, że kolor czerwony i zielony jest powszechnie w Rosji mylony. Petersburg jest miastem bardzo rozległym, i na pierwszy rzut oka drogi są w stanie zapewnić płynność przejazdu – większość z nich posiada 2,3,4 lub więcej pasów jazdy w jednym kierunku. W praktyce okazuje się, że jest to za mało – przejazd w kilometrowych korkach, jakie tworzą się nie tylko podczas godzin szczytu to istna mordęga – szybciej idzie się pieszo niż przejeżdża przez centrum. Kierowcy notorycznie wpychają się pod koła innym, klakson jest używany częściej, niż pedał hamulca, a zasada skręcania w lewo z lewego pasa i w prawo z prawego to czarna magia dla większości. Co lepsze, w mieście jest ograniczenie prędkości do 60km/h. Przewodnik powiedział jednak, że w praktyce policja nie zatrzymuje nikogo, kto jedzie wolniej niż 80 – 90 km/h. Jeśli więc cudem nie ma korka, to przejście przez ulicę jest gorsze, niż spacer przez ziemię niczyją w czasie wojny. Osobną sprawą są ewentualne kary, jakie grożą za złamanie przepisów. Najwyższy mandat, jaki można uzyskać za szybką i niebezpieczną jazdę to 100 rubli, czyli ok. 10 zł w Polsce. Nie dziwi więc fakt, że ograniczeniami prędkości, zakazów i nakazów nikt się tu za bardzo nie przejmuje.

Alternatywy
Jeśli więc nie auto, to co? Bardzo sprawnie działa metro, kosztuje jedynie 14 rubli (czyli ok. 1,5zł) a można jechać dokąd się chce, ile razy się chce i z iloma przesiadkami, pod warunkiem, że nie wyjdzie się na powierzchnię (wówczas znowu trzeba będzie zapłacić). Można również wezwać taksówkę, i tutaj sprawa się komplikuje, a raczej robi się śmieszna. W Petersburgu większość taksówek to taksówki “amatorskie” – po pracy ludzie dorabiają sobie, doczepiając znak TAXI, pełniąc misję taksówkarza. Po złapaniu taksówki mówi się miejsce docelowe, kierowca podaje swoją cenę, trzeba się chwilę potargować i jak umowa stoi to jazda. Nie miałem przyjemności poruszania się taksówką, ale raczej nie należy to do przyjemnych rzeczy ;p Znacznie lepiej się podróżowało metrem, choć było zatłoczone jak centrum Pekinu.

Zwrot o 360 stopni
To, co najbardziej podobało mi się w Rosji to diametralna różnica między Lappeenrantą a Sankt Petersburgiem. Najciekawsze z nich zebrałem w poniższej tabelce:

Finlandia (Lappeenranta) Rosja (Sankt Petersburg)
z wszystkimi dogadasz się po angielsku, język polski jest bezużyteczny mało kto mówi po angielsku. Znacznie łatwiej porozumieć się z mieszkańcami w języku polskim
mało miasto, o niskiej gęstości zaludnienia gigantyczna metropolia
najlepszy sposób poruszania się po mieście to samochód (jeśli się go ma) najgorszy sposób poruszania się po mieście to samochód (korki niesamowite)
picie wody z kranu jest dobrym sposobem na ugaszenie pragnienia bez obaw o zdrowie picie wody z krany jest dobre na co najwyżej zapuszczenie glonów na zębach
chodzenie samemu po ulicy po zmroku jest nudne jak flaki z olejem chodzenie samemu po ulicy jest wysoce zalecane dla lubiących ryzyko i adrenalinę
wysokie ceny (atuobus – 3€, alkohol – 16€, zestaw w McDonald’s – 8€) polskie lub nawet lepsze ceny (metro – ok. 40c, alkohol – 5,5€, zestaw w McDonald’s – 3,5€)
łatwo przeczytać dowolny tekst w języku fińskim, gorzej ze zrozumieniem treści łatwo zrozumieć mówiony tekst w języku rosyjskim, gorzej z zapisaniem i odczytem (cyrylica)

Po powrocie z Sankt Petersburga mogę się pochwalić umiejętnością rozszyfrowania większości znaków w cyrylicy :) Wszystkich zdjęć z wypadu było ponad 2500, po wywaleniu nieudanych i subiektywnie zbędnych zostało ich i tak ponad 1000. Podzieliłem je w 9 kategorii, które można obejrzeć po kliknięciu na poniższy ozdobnik:

Sankt Petersburg

skomentuj »tagi wpisu: , , , ,
komentarzy: 2

Wykładnik (numer 02)

środa, 31.10.2007, 23:26

Dzisiaj ukazał się oficjalnie najnowszy numer “Wykładnika” – miesięcznika Wydziału Nauk Ekonomicznych i Zarządzania. Jest to gazetka, którą mam przyjemność współtworzyć oraz za której skład odpowiadam. Tak, wiem – dzisiaj ostatni dzień października, a data na okładce mówi wyraźnie, że jest to numer październikowy. Cóż, nie ode mnie to zależało, a wynikało raczej ze specyfiki harmonogramu prac i różnych innych nieprzewidywanych okoliczności. Najgorsze jest to, że teraz cykl wydawniczy przyspiesza – wiele wskazuje na to, że w listopadzie ukażą się dwa numery (listopadowy, oraz grudniowy), co oznacza więcej pracy przy składzie. To może być potencjalnie problematyczne, bo przecież studia tutaj do najłatwiejszych nie należą, tym bardziej, że czarne chmury się zbierają nade mną w listopadzie, jeśli chodzi o ilość nauki.

Wracając do gazetki – znajduje się w niej min. mój artykuł – relacja z pobytu w Lappeenrancie. PDFa z treścią gazetki można pobrać spod tego adresu:
http://knm.home.pl/wykladnik_pliki/wykladnik_2007_10.pdf

skomentuj »tagi wpisu: ,
brak komentarzy

Exploit w Poczcie Polskiej

środa, 31.10.2007, 16:22

Odkryto exploit w Poczcie Polskiej, umożliwiający wysłanie zwykłego listu w granicach Polski za darmo, bez naklejania znaczka. Istnieją dwie metody osiągnięcia tego celu (czas oczekiwania na list wynosi nawet miesiąc, ale list dochodzi):

Metoda 1

  1. koperta bez znaczka zostaje zaadresowana na nieistniejący adres
  2. jako adres nadawcy podajemy adres, pod który rzeczywiście chcemy wysłać list

Co się dzieje? Poczta widząc list bez znaczka powinna odesłać list do nadawcy. Wówczas sprawa jest prosta – list trafia z powrotem na adres “nadawcy” (w rzeczywistości do odbiorcy). Jednakże, jeśli adres nadawcy jest znacząco odległy od adresu odbiorcy, poczta prawdopodobnie spróbuje wysłać list do odbiorcy. Nieistniejący adres odbiorcy spowoduje jednak, że i tak list zostanie zwrócony i trafi do nadawcy (czyli do faktycznego odbiorcy).

Metoda 2

  1. kopertę bez znaczka adresujemy do faktycznego odbiorcy
  2. jako adres nadawcy podajemy adres znacznie odleglejszy od docelowego, przy punkcie odniesienia urzędu, z którego wysyłany jest list (adres nadawcy nie musi być poprawny).

Ponownie, przy braku znaczka poczta powinna zwrócić list na adres nadawcy. Jeśli jednak jest on znacznie bardziej odległy od miejsca wysyłki, aniżeli adres odbiorcy, poczta zdecyduje się wysłać list na adres odbiorcy.

Obie te metody działają, i zostały dokładnie opisane na stronie posion-team.blogspot.com, która jest również źródłem tego posta.

skomentuj »tagi wpisu: ,
brak komentarzy

Nie będę narzekał na brak “kasiorki”…

wtorek, 30.10.2007, 14:02

… bo i po co, skoro wszyscy się zdążyli przyzwyczaić do zwiększonych nakładów finansowych podczas pobytu w Lappeenrancie. Zapłaciłem wczoraj za wycieczkę do Sankt Petersburga – już mi się to nie podoba – naprawdę będę miał powody do zadowolenia, jeśli koszt zamknie się poniżej kwoty 300€. Minęła nieco ponad połowa wyjazdu – jeśli obecne tempo wydawania ełraków by się utrzymało, to pod koniec wyjazdu po stronie “Ma” (taki niuans z rachunkowości – po stronie Ma są zobowiązania) będę miał sumę ok. 3100€ :/ Oby te zapomogi uniwersyteckie szybciej w tym roku przychodziły :)

Na LUT kolejny odcinek z cyklu “Economies of the Baltic States” z małym wyskokiem na Finnish Society and Culture, które odbywało się symultanicznie. Jutro jeszcze raz powtórka z FSC, i w czwartek wyjazd do Petersburga (powrót w niedzielę).

Co do mojego niedziałającego maila marcin(@)otorowski.com – mój provider coś sobie w kulki leci. Nie będę wymieniał nazwy firmy, powiem tylko że zaczyna się na “domeno” a kończy na “mania.pl” – nie odpisują na maile (2 wysłane w zeszłym tygodniu), nie odbierają telefonu (trzy próby połączeń dzisiaj ze Skype), a poczta jak nie działała tak nie działa. Pech, że niedawno opłaciłem kolejne pół roku u nich, gdybym wiedział, że takie numery zaczną wywijać to chyba bym zrezygnował od razu i przeniósł się gdziekolwiek, gdzie lepiej się traktuje klientów…

skomentuj »tagi wpisu: , , ,
brak komentarzy

Fotki z imprezy Michała

niedziela, 28.10.2007, 18:12

Do galerii zdjęć dodałem kilkanaście fotek z piątkowej imprezy urodzinowej Michała. Część zdjęć pochodzi z aparatu Jarno, część z aparatu Natalii (więcej zdjęć w drodze). Bez owijania w bawełnę, chyba lepiej by było dla świata, żeby niektóre zdjęcia nigdy nie zostały zrobione :P Kliknij na poniższy obrazek, aby skoczyć do mojej galerii na Picasa Web Albums.


P.S. Nadchodzi masakryczny tydzień – w czwartek jedziemy do Sankt Petersburga, ale na taką sytuację, jaka będzie od poniedziałku do środy zwykło się mówić hardcore :)

P.S.2 Nie działa mój mail w domenie otorowski.com. Wiadomości mogę odbierać jedynie spod adresu marcin.otorowski (małpa) gmail.com.

skomentuj »tagi wpisu: , , ,
brak komentarzy

50%

czwartek, 25.10.2007, 19:08

Mam drobne problemy z przdmiotem o nazwie Financial Econometrics:

  • po pierwsze, wymagana jest wiedza z wielu przedmiotów, których jeszcze na WNEiZ nie mieliśmy
  • po drugie, w Polsce i tak nie uchronimy się od egzaminu, bo przedmiot Ekonometria jest przez cały rok, a nie przez jeden semestr
  • po trzecie, ten kurs przesunął się w czasie, i nałożył na dni, w które będziemy w Sankt Petersburgu (1-4 listopada)

Te wszystkie czynniki powodują, że prawdopodobnie podejmiemy decyzję o rezygnacji z tego przedmiotu, na rzecz zaliczenia materiału po powrocie do Polski.

A z przyjemniejszych rzeczy – o godzinie 14.00 – kiedy siedzieliśmy na wykładzie – minęła dokładnie połowa pobytu w Finlandii. Jeszcze tylko druga połowa i z powrotem w domku :)

skomentuj »tagi wpisu: ,
brak komentarzy

Wybory 2007

niedziela, 21.10.2007, 16:08

Pomimo różnorakich trudności i problemów, udało mi się oddać głos w wyborach parlamentarnych 2007 w Ambasadzie RP w Helsinkach. Do stolicy Finlandii wyjechaliśmy w następującym składzie: ja, Szymon, Bartek i Rafał, który pracuje na LUT i prowadzi angielskojęzyczne ćwiczenia z Embedded Programming. O 8.20 wyjechaliśmy z Lappeenranty samochodem Rafała. Do Helsinek przez większość trasy jedzie się po autostradzie, więc dystans 230 km nie był aż tak straszny. Gorzej było z przejazdem przez centrum miasta, ale w końcu po tylko jednym drobnym zabłądzeniu dojechaliśmy do miejsca, z którego pieszo trzeba było przejść około 400 metrów, by znaleźć się w Ambasadzie.

Prawdę mówiąc, spodziewałem się czegoś lepszego, choć nie było w sumie najgorzej. Budynek ambasady mieści się na zadu… przepraszam, w dzielnicy willowej, prowadzi do niego mała droga, po której raczej dwa auta się nie miną. Elektronika jest na poziomie, brama i otoczenie obserwowane przez parę złowieszczych kamer a przy bramie wejściowej znajduje się wideo-domofon. W środku było już sporo ludzi, ale dopiero jak przyszliśmy i zajęliśmy miejsce w kolejce to zwaliła się taka masa, że było gorzej niż w Mierzynie po niedzielnej sumie. W życiu bym się nie spodziewał, że tyle patriotów się nagle znajdzie :)

Głosowaliśmy na kandydatów z listy wyborczej okręgu warszawskiego (pojedynek dnia: Tusk – Kaczyński). Przy robieniu zdjęcia przy urnie panie z komisji nas upomniały, żebyśmy im jej nie zasłaniali – a to pech, a już pakowaliśmy ją do plecaka :P

Nie było czasu ani chęci zwiedzania Helsinek, więc po zrobieniu paru zdjęć nad jeziorkiem wyruszyliśmy w drogę powrotną. Po drodze zatrzymaliśmy się jeszcze na jedzenie – jadłem taką pyszną pizzę, że drugiej takiej nie mogę sobie przypomnieć, a była całkiem duża i kosztowała tylko 8€.

W galerii zdjęć zamieściłem wybrane fotki z dzisiejszej wyprawy:


skomentuj »tagi wpisu: , ,
brak komentarzy

strona 5 z 17« pierwsza...«345678»...ostatnia »