Mimo ciążącego obowiązku nauki, udało się nam wygospodarować chwilę na spacer ulicą Puolakatu. Katu to po fińsku sufiks, oznaczający, że chodzi o ulicę (np. Kauppakatu, Valtakatu itp.), natomiast Puola znaczy Polska. “Polska” ulica stoi na wysokości zadania - na jej urok składają się: brak chodnika, wąska, oblodzona jezdnia oraz małe, momentami niezbyt eleganckie domki.

Do powrotu został tydzień, ale ja preferuję odliczanie w innej jednostce, mianowicie ilości egzaminów do napisania. W tym momencie zostały dwa egzaminy, z International Finance and Emerging Markets, oraz z Information System Research.
Co do tego ostatniego przedmiotu - mieliśmy niezłe cyrki na własne życzenie. Rzecz rozbiegała się o pisemną pracę, którą trzeba było oddać do 14 grudnia, a która zapowiadana była już na pierwszych zajęciach we wrześniu. Trafnie wówczas przewidziałem, że jak znam życie to pracę zaczniemy robić ok. 10 grudnia. Z perspektywy czasu wiem, że systematyczna praca od początku oszczędziła by to wielu problemów. Stało się jednak inaczej - pisanie pracy na temat wpływu spamu na wydajność pracy rozpoczęliśmy w poniedziałek wielką burzą mózgów, której rezultatem był porąbany graf z cyklu “nikt nic nie wie”, przedstawiający “conceptual framework” naszej pracy (uwielbiam tę nazwę). Ogólne zasady przy tworzeniu graficznej prezentacji konceptu są proste: 1) stwórz taki graf, z którego nikt nie będzie nic mógł zrozumieć 2) dowal mnóstwo kresek, wskazujących połączenia zupełnie niezwiązanych ze sobą rzeczy 3) im więcej tym lepiej 4) jeśli masz wrażenie, że sam się gubisz przy próbie odczytania czegoś z grafu, to znaczy, że jesteś na dobrej drodze. Poza grafem, ustaliliśmy też, co właściwie chcemy udowodnić, oraz podzieliliśmy się pracą.
Wszystko byłoby ok, gdyby nie to, że już następnego dnia okazało się, że każdy inaczej zrozumiał tezę. Kolejna kłótnia doprowadziła do zmiany tezy na inną. Kiedy już każdy napisał swoją działkę (mi przypadł wstęp, theoretical framework i conceptual framework) efekty naszej pracy zostały połączone w całość. Był jednakże jeden zasadniczy problem - nikt nie wiedział, o czym piszą inni, w związku z czym każda z tych trzech części jest o tym samym. Nie zdziwiłbym się, gdyby w introduction pisało, że “w dalszej części omówione zostanie X…” podczas, gdy X w ogóle w pracy nie jest poruszone :) Potem jeszcze doszło zamieszanie z oddaniem papierowej wersji pracy - najpierw problemy z wydrukowaniem, potem brak spinacza, następnie pół godziny spędzone wieczorem na uczelni w poszukiwaniu siódmego piętra.
Czas teraz płynnie jakby szybciej - za tydzień o tej porze będę już prawdopodobnie w Berlinie…