Marcin Otorowski

otorowski.com

sobota, 19.01.2008, 16:01Żyję

Tagi wpisu: , , , ,

Wbrew pozorom (miesięczny brak aktywności na blogu) nie umarłem. Zgodnie z przewidywaniami, styczeń nie jest dla mnie miesiącem lekkim i przyjemnym - do załatwienia mam sporo formalności powyjazdowych, w ciągu paru miesięcy muszę nadrobić pół roku z Ekonometrii i Badań Operacyjnych (tych przedmiotów na LUT nie miałem). Gdyby dołożyć do tego aklimatyzację, pracę nad nowym numerem "Wykładnika" oraz chorobę, która mnie dopadła w połowie stycznia obraz zniszczenia jest pełny.

Ciężko przyzwyczaić się na powrót do starych-nowych polskich warunków. Abstrahując już od wszelkich wymiarów różnic w życiu codziennym, bardzo bym chciał, by pierwsza moja wizyta na wydziale pozostała ostatnią. Z niewiadomych powodów moja uczelnia ogromnie mnie zaczęła wkurzać, być może z powodu tego, że miałem okazję "spróbować czegoś lepszego". Tłok na korytarzach, kolejka w dziekanacie, masa ludzi, dezinformacja, dezorganizacja i inne długosylabowe słowa powodują, że mam dosyć WNEiZu już po pierwszym dniu. Sprawa z legitymacjami studenckimi to w ogóle nadaje się do cyrku - w czasie pobytu w Finlandii legitymacje książeczkowe straciły ważność. Oczywiście, nas nikt nie poinformował, ale to akurat najmniejszy problem. Ja wiem, że Polska to nie Finlandia, ale skoro już wymieniają u nas legitymacje, a na sąsiednich uczelniach (PS,AR) są ładne, eleganckie legitymacje plastikowe, to czemu nie u nas? Psikus - nowa legitymacja jest nadal w formie książeczki, różni się długością napisu o przysługującej uldze na PKP oraz tym, że dane nie są wypisane ręcznie tylko wydrukowane. Powiało technologią…

Sylwestra po powrocie spędziłem w Zakopanem. Na szczęście moja legitymacja fińska do końca roku była ważna, więc mogłem się wbić na zniżkowe bilety na różne atrakcje. Sam Sylwester na Gubałówce był przezabawny, aczkolwiek schodzenie z góry po zamarzniętym zboczu nie należało do przyjemnych - nie mogłem przez kilka dni siedzieć :P

Ponieważ semestr zaliczyłem (poza dwoma przedmiotami, które będę realizował w indywidualnym toku studiów), cieszę się teraz zimowymi wakacjami, które potrwają aż do końca ferii zimowych. Stopniowo napływają oceny z egzaminów, brakuje jeszcze tylko oceny z ostatniego, z International Finance and Emerging Markets. Z pozostałych przedmiotów dostałem następujące oceny: 5, 4, 4, 4, 3, H (czyli na polskie oceny: 5, 4.5, 4.5, 4.5, 4 i zaliczenie). Nie jest źle, spodziewałem się gorszych ocen, bo nauka na LUT do łatwych nie należała, a trzeba pamiętać, że te oceny będą się liczyć przy obliczaniu średniej do stypendium naukowego.

Wyszedłem z wprawy pisania, na koniec zapraszam do obejrzenia galerii zdjęć na Picasa Web Albums z Zakopca.

oceniam jako: tragediaoceniam jako: słabyoceniam jako: średnioceniam jako: dobryoceniam jako: ekstra (2 ocen, średnio: 5 na 5)
czekaj... ... wczytywanie ...

sobota, 22.12.2007, 19:33Dziś Suomi, jutro Puola

Tagi wpisu: ,

Stało się - jutro 23 grudnia, dzień powrotu do Polski po pobycie w Lappeenrancie. Przez ten czas spędzony tutaj zdążyłem się przyzwyczaić do nowego rytmu i stylu życia. Będzie mi brakowało darmowej sauny tuż za rogiem, będzie mi brakowało wspaniale wyposażonej uczelni, będzie mi brakowało wszystkich radosnych i zabawnych chwil, spędzonych na Karankokatu 4. Poznałem wielu nowych ludzi, choć był to tylko ułamek tych wszystkich nowych twarzy.

W czasie pobytu w Finlandii zgromadziłem prawie 3000 zdjęć i kilka filmików, łącznie zajmujących ponad 8Gb mojego dysku twardego (a prawdopodobnie drugie tyle musiałem usunąć ze względu na relatywnie słabą jakość). Końcowym akordem dokumentacji fotograficznej są zdjęcia, dostępne na moim albumie PicasaWeb:

Sauna Evening
Zdjęcia ze środowego “wieczorku w saunie”

Ostatnie dni w Lappeenrancie
Zdjęcia z 3 ostatnich dni pobytu

Mozaika

Powyższe zdjęcie to mozaika, zbudowana przy pomocy 2500 zdjęć, jakie zostały zrobione w Lappeenrancie (kliknij, aby powiększyć i przekonać się).

Dzisiaj dzień sprzątania i pakowania - pisząc te słowa praktycznie siedzę na walizkach, choć nie jestem w stanie odmówić sobie ostatniej sesji w saunie wieczorem. Jutro o 8.35 mam pociąg z Lappeenranty do Helsinek, skąd o 15:45 wylatuje samolot - przed godziną 17.00 powinienem być w Berlinie, a przed godziną 21.00 w Polsce.

oceniam jako: tragediaoceniam jako: słabyoceniam jako: średnioceniam jako: dobryoceniam jako: ekstra (3 ocen, średnio: 5 na 5)
czekaj... ... wczytywanie ...

środa, 19.12.2007, 17:13Karanko - place to remember

Tagi wpisu: ,

Pożegnalna, grupowa fotka ludzi, mieszkających na Karankokatu 4 i nie tylko (frekwencja nieduża, ale zawsze lepsze to niż nic):

Karanko - place to remeber

Akcję robienia wspólnego zdjęcia zorganizowaliśmy we trójkę z Szymonem i Sławkiem, Szymon zrobił zdjęcie, a ja jego retusz i logo.

oceniam jako: tragediaoceniam jako: słabyoceniam jako: średnioceniam jako: dobryoceniam jako: ekstra (3 ocen, średnio: 5 na 5)
czekaj... ... wczytywanie ...

niedziela, 16.12.2007, 16:03Puolakatu

Tagi wpisu: , , , ,

Mimo ciążącego obowiązku nauki, udało się nam wygospodarować chwilę na spacer ulicą Puolakatu. Katu to po fińsku sufiks, oznaczający, że chodzi o ulicę (np. Kauppakatu, Valtakatu itp.), natomiast Puola znaczy Polska. “Polska” ulica stoi na wysokości zadania - na jej urok składają się: brak chodnika, wąska, oblodzona jezdnia oraz małe, momentami niezbyt eleganckie domki.

Puolakatu

Do powrotu został tydzień, ale ja preferuję odliczanie w innej jednostce, mianowicie ilości egzaminów do napisania. W tym momencie zostały dwa egzaminy, z International Finance and Emerging Markets, oraz z Information System Research.

Co do tego ostatniego przedmiotu - mieliśmy niezłe cyrki na własne życzenie. Rzecz rozbiegała się o pisemną pracę, którą trzeba było oddać do 14 grudnia, a która zapowiadana była już na pierwszych zajęciach we wrześniu. Trafnie wówczas przewidziałem, że jak znam życie to pracę zaczniemy robić ok. 10 grudnia. Z perspektywy czasu wiem, że systematyczna praca od początku oszczędziła by to wielu problemów. Stało się jednak inaczej - pisanie pracy na temat wpływu spamu na wydajność pracy rozpoczęliśmy w poniedziałek wielką burzą mózgów, której rezultatem był porąbany graf z cyklu “nikt nic nie wie”, przedstawiający “conceptual framework” naszej pracy (uwielbiam tę nazwę). Ogólne zasady przy tworzeniu graficznej prezentacji konceptu są proste: 1) stwórz taki graf, z którego nikt nie będzie nic mógł zrozumieć 2) dowal mnóstwo kresek, wskazujących połączenia zupełnie niezwiązanych ze sobą rzeczy 3) im więcej tym lepiej 4) jeśli masz wrażenie, że sam się gubisz przy próbie odczytania czegoś z grafu, to znaczy, że jesteś na dobrej drodze. Poza grafem, ustaliliśmy też, co właściwie chcemy udowodnić, oraz podzieliliśmy się pracą.

Wszystko byłoby ok, gdyby nie to, że już następnego dnia okazało się, że każdy inaczej zrozumiał tezę. Kolejna kłótnia doprowadziła do zmiany tezy na inną. Kiedy już każdy napisał swoją działkę (mi przypadł wstęp, theoretical framework i conceptual framework) efekty naszej pracy zostały połączone w całość. Był jednakże jeden zasadniczy problem - nikt nie wiedział, o czym piszą inni, w związku z czym każda z tych trzech części jest o tym samym. Nie zdziwiłbym się, gdyby w introduction pisało, że “w dalszej części omówione zostanie X…” podczas, gdy X w ogóle w pracy nie jest poruszone :) Potem jeszcze doszło zamieszanie z oddaniem papierowej wersji pracy - najpierw problemy z wydrukowaniem, potem brak spinacza, następnie pół godziny spędzone wieczorem na uczelni w poszukiwaniu siódmego piętra.

Czas teraz płynnie jakby szybciej - za tydzień o tej porze będę już prawdopodobnie w Berlinie…

oceniam jako: tragediaoceniam jako: słabyoceniam jako: średnioceniam jako: dobryoceniam jako: ekstra (4 ocen, średnio: 4 na 5)
czekaj... ... wczytywanie ...

sobota, 08.12.2007, 18:18Wyprawa do Laponii

Tagi wpisu: , , ,

Laponia

Od środy do piątku byłem poza Lappeenrantą na wycieczce do stolicy Św. Mikołaja - leżącego w Laponii niewielkiego miasteczka o nazwie Rovaniemi. Wycieczka trwała trzy dni, ale w praktyce pierwszy i ostatni dzień to w przeważającej większości siedzenie w autokarze i podziwianie przez okna, jak na oczach śnieg topnieje (gdy wyjeżdżaliśmy wszędzie było pełno śniegu, gdy wróciliśmy nic nie zostało). A że dystans, dzielący Lappeenrantę od Rovaniemi jest naprawdę spory (ok. 800km) to siedzenia w autokarze mam już dość na najbliższe 150 lat.

W drodze do Laponii zahaczyliśmy o Kuopio. Zjedliśmy tam obiad na Kupion Yliopistion (Uniwersytet w Kuopio), a później pojechaliśmy porobić parę zdjęć na okazałej skoczni narciarskiej - mam parę fajnych zdjęć z tego miejsca. Wieczorem dojechaliśmy do Oulu - ponad stutysięcznego miasta nad Zatoką Botnicką. Zamieszkaliśmy w domkach campingowych, które mnie bardzo zaskoczyły i to na plus. Nawet moje mieszkanie na Karankokatu nie miało takiego wyposażenia - w domku było wszystko, począwszy na mikrofali, poprzez przybory do sprzątania, sztućce, ręczniki, kubki i filiżanki, skończywszy na mydle w łazience. Pełen komfort. 80% mieszkańców naszego domku stanowili Polacy (ja, Michał, Sławek, Szymon), do kompletu doszła jeszcze Regina z Rosji. Większość czasu i tak przesiedzieliśmy w domku Litwinek, gdzie zwaliło się ponad 20 osób - więcej niż połowa autokaru!

Nad ranem wyruszyliśmy do Rovaniemi. Coraz bardziej były widoczne oznaki, że jesteśmy gdzieś daleko na północy - Słońce wschodziło późnym rankiem, a po godzinie 14.00 były już ciemności. W Rovaniemi zahaczyliśmy o McDonald’s. Nie jadłem tam nic, ale warto było wejść do środka - McDonald’s w Rovaniemi jest najbardziej wysuniętym na północ McDonald’sem na świecie! Zrobiłem sobie stosowną pamiątkę w postaci zdjęcia pod tablicą, informującą o szczególnym położeniu restauracji.

Kolejnym punktem programu była Wioska Św. Mikołaja. Cóż, Mikołaj się bardzo skomercjalizował - za pamiątki z Santa Claus’ Village trzeba było płacić jak za zboże. No tak, bo skąd by inaczej brał środki na prezenty dla wszystkich? W wiosce zwiedziliśmy dość osobliwą pocztę (wystrój wnętrza bajkowy, zupełnie nie przypominający budynku poczty) oraz zapisaliśmy się do kolejki na zrobienie zdjęcia ze Świętym. Mikołaj nie miał może jakoś specjalnie dużo czasu na rozmowę, tym bardziej że do wspólnego zdjęcia stanęliśmy wraz z 20 osobami z wycieczki (choć trzeba mu oddać, że jednym ciurkiem potrafił wymienić polskie miasta, które zwiedził na swoich saniach). Zdjęcie w formie pocztówki kosztowało 6€, ale pamiątka jest bardzo sympatyczna. W wiosce Mikołaja kupiłem bardzo fajną koszulkę z dość osobliwym napisem, ale nie mam możliwości by go w tym momencie zaprezentować :)

Mikołaj

Kolejnym punktem programu tego dnia była wizyta na farmie reniferów. Nie ma to jak zobaczyć prawdziwego renifera :) Miałem okazję przejechać się saniami, ciągniętymi przez taką upartą sztukę, która niedaleko przed końcem zatrzymała się i nie chciała iść dalej, a jak przyszedł treser to w ogóle reniferowi coś odwaliło do reszty i do rowu wbiegł razem z saniami no i mną.

Ciekawostka: renifery co roku zrzucają poroże, a na to miejsce odrasta im nowe. Akurat na przełomie listopada i grudnia poroże zrzucają męskie osobniki, i chyba nawet takiego jednego spotkaliśmy na farmie reniferów.

Zakwaterowanie w Rovaniemi było chyba jeszcze lepsze niż w Oulu - mieszkaliśmy w jakimś wielkim domu, w 8 osobowych pokojach z piętrowymi łóżkami. Wieczorem było dużo zabawy z wypiekaniem własnoręcznie robionych ciasteczek, i ogólnie było bardzo sympatycznie.

Następnego dnia wyruszyliśmy z rana w drogę. Po drodze jeszcze przez godzinę zwiedzaliśmy muzeum Arctica - z braku czasu nie było jednak możliwości by obejrzeć, przeczytać i posłuchać wszystkiego. Droga powrotna była absolutną masakrą - nieprzerwane godziny spędzone w autobusie na twardym siedzeniu to nie to, co lwy lubią najbardziej. Aby nam się nie nudziło, na TV puszczono kilka filmów, jeden gorszy od drugiego. “Romeo Must Die” był tak zabawny, że podczas walk pół autokaru się śmiało, a reszta po prostu brechtała. “Sprawa Thomasa Crowna” była dość ciekawa, ale przez głośne gadanie nie wszystko można było zrozumieć. Na osobną uwagę zasługuje film “Hannibal” - myślałem, że nie ma nic gorszego niż kolejny odcinek filmu “Saw”, a tu widzę godny konkurent (co za chory człowiek wymyślił jedzenie własnego mózgu, podsmażanego na patelni??).

W drodze powrotnej było bardzo nudno, obejrzeliśmy wszystkie filmy świata, łącznie z wszystkimi sezonami “Mody na sukces” i Teleexpresu - zabrakło jedynie trzech ostatnich odcinków “Klanu”. Do Lappeenranty przyjechaliśmy z godzinnym opóźnieniem o 24.00 w piątek. Pod tym adresem pokazana jest trasa, jaką przebyliśmy.

PS. Masz pozdrowienia od Św. Mikołaja - prosił o przypomnienie, by nie włączać w Wigilię gazu na kuchence i nie zapalać ognia w kominku, żeby nie zostały mu oparzenia takie, jak po ostatniej wizycie u Ciebie :)

PS2 To taka konsola :)

PS3 Za dwa tygodnie będę z powrotem w domu :) A póki co dużo pracy mam nad projektami z przedmiotów International Finance and Emerging Markets i Information System Research + z Wykładnikiem, który mnie wkurza tak, że momentami mam ochotę to wszystko rzucić…

oceniam jako: tragediaoceniam jako: słabyoceniam jako: średnioceniam jako: dobryoceniam jako: ekstra (6 ocen, średnio: 5 na 5)
czekaj... ... wczytywanie ...

niedziela, 02.12.2007, 10:493 tygodnie

Tagi wpisu: , , , ,

Zostały równo 3 tygodnie do powrotu do Polski. Fakt zbliżającego się nieuchronnie powrotu implikuje dość skomplikowaną sytuację w zakresie nauki i obowiązków - na głowie mam dwa projekty, dwa egzaminy, wyjazd do Rovaniemi i inne rzeczy, które skutecznie przeszkadzają w cieszeniu się na bliski powrót.

W piątek odbył się egzamin z Services Marketing and Management - nie było najgorzej, na pytania można było w większości ściemniać, i tak naprawdę najbardziej się cieszę z tego, że ten wymagający przedmiot jest już za mną. Aby zapracować na te 5 punktów ECTS musiałem przeczytać 2 książki (łącznie ponad 1200 stron), napisać 24-stronicową pracę, oraz przyjść na wszystkie zajęcia jakie się odbyły, a ich liczba wynosiła słownie trzy. To się nazywa położenie nacisku na pracę w domu :)

We wtorek byliśmy na pizzy - naszej nagrody za najlepszy stand. Voucher o wartości 120€ musiał zostać podzielony na 15 osób, na każdego przypadła jedna duża pizza (o jej jakości jednak nie wspomnę :P). Parę fotek z tego wieczoru znajduje się w galerii, do której można przejść klikając na link poniżej:

Konsumpcja Pizzy

oceniam jako: tragediaoceniam jako: słabyoceniam jako: średnioceniam jako: dobryoceniam jako: ekstra (2 ocen, średnio: 5 na 5)
czekaj... ... wczytywanie ...

niedziela, 25.11.2007, 20:44Zamarznięte jezioro

Tagi wpisu: , , ,

W ramach odpoczynku od nauki, poszliśmy dziś po południu nad częściowo zamarznięte jezioro Saimaa:

Jezioro

Temperatury są znowu minusowe, znowu zaczął padać śnieg - jutro rano przewidywana jest biała pierzynka ze śniegu. Kilkanaście zdjęć z wyprawy nad zamarznięte jezioro w galerii na Picasa Web Albums, kliknij na obrazki poniżej aby tam przejść:

Zdjęcia

oceniam jako: tragediaoceniam jako: słabyoceniam jako: średnioceniam jako: dobryoceniam jako: ekstra (3 ocen, średnio: 5 na 5)
czekaj... ... wczytywanie ...

niedziela, 11.11.2007, 17:38Sauna RELOADED i dzień niepodległości

Tagi wpisu: , , , ,

Wczoraj po saunie wpadliśmy na genialny (z perspektywy czasu kretyński) pomysł, polegający na zrobieniu zdjęć po saunie na dworzu, w śniegu. Efekt:

Sauna Reloaded

W galerii oprócz tego jest jeszcze zdjęcie przedstawiające, jak czterech morsów z sauny leży na śniegu jedynie w ręcznikach. Na pocieszenie, jako jedyny z towarzystwa nie byłem pod wpływem filipińskiej choroby.

Przed sauną powiesiliśmy na maszcie na Karankokatu polską flagę. Sporo osób zwróciło na nią uwagę, i dało się słyszeć głosy w stylu “it’s Independence Day of Poland tomorrow”. Flaga przetrwała do rana, gdzie zmieniono ją na gigantyczną flagę narodową Finlandii (dzisiaj nie ma żadnego święta, wydaje mi się, że flagi zawisły z okazji rocznicy zakończenie I Wojny Światowej).

Zdjęcia z sauny i z wieszania flagi dostępne są tutaj.

oceniam jako: tragediaoceniam jako: słabyoceniam jako: średnioceniam jako: dobryoceniam jako: ekstra (5 ocen, średnio: 3.2 na 5)
czekaj... ... wczytywanie ...

poniedziałek, 05.11.2007, 12:06Rocznica + paczka

Tagi wpisu: , ,

W niedzielę (4 listopada) minęła druga rocznica od zdania egzaminu na prawo jazdy. Podobno bardzo duży odsetek młodych kierowców ma stłuczkę lub kolizję w pierwszych dwóch latach samodzielnej jazdy - całe szczęście był to dla mnie bezkolizyjny okres (a przejechałem w tym czasie kilkanaście tysięcy kilometrów).

Jakby zupełnie z tej okazji, rano w poniedziałek czekała na mnie niespodziewana paczka z domu, zawierająca kupę słodyczy. Szczerze powiedziawszy, nie licząc wizyt w supermarketach dawno nie widziałem takiej ilości dóbr konsumpcyjnych w jednym miejscu :) Mój osobisty faworyt to czipsy jabłkowe - zawsze je tu chciałem kupić, ale są na tyle drogie, że tego nie robiłem. Teraz mam ich całkiem sporo - dzięki :).

Pstryknąłem trzy fotki, upamiętniające paczkę przed i w trakcie rozpakowywania: są w sekcji ze zdjęciami.

oceniam jako: tragediaoceniam jako: słabyoceniam jako: średnioceniam jako: dobryoceniam jako: ekstra (4 ocen, średnio: 4.5 na 5)
czekaj... ... wczytywanie ...

niedziela, 04.11.2007, 22:11Санкт-Петербург

Tagi wpisu: , , , ,

Jest powód do radości - cały i zdrowy wróciłem z czterodniowej wycieczki do Rosji, do Sankt Petersburga. W tym poście postaram się w mniej lub bardziej udany sposób streścić co ciekawsze wydarzenia i rzeczy, które przykuły moją uwagę.

O Sankt Petersburgu
Sankt Petersburg (zapis w rosyjskiej cyrylicy: Санкт-Петербург) jest miastem, położonym w Zachodniej Rosji w delcie rzeki Neva nad Zatoką Fińską. W Sankt Petersburgu żyje około 5 milionów ludzi, a w całej aglomeracji prawie 6 milionów. Miasto zajmuje powierzchnie 670 kilometrów kwadratowych na ponad 42 wyspach, połączonych ok. 350 mostami. Przez ponad 200 lat (do 1918) była to stolicja Rosji (przeniesiona z Moskwy przez Piotra Wielkiego), a w latach 1914 - 1991 nazwa miasta brzmiała Leningrad.

Panorama

Survival guide
Przed wyjazdem otrzymaliśmy Survival Guide, dzięki któremu dowiedzieliśmy się paru przydatnych rzeczy, jak przeżyć w Rosji:

  1. zawsze się targuj
  2. nigdy nie pij wody z kranu
  3. uważaj na swój dobytek i na swoich znajomych (lol)
  4. nie chodź sam po zmroku
  5. przed wejściem do taksówki upewnij się, że jest tam tylko kierowca
  6. zawsze noś przy sobie kartę hotelową i dowód tożsamości, zapytany przez policjantów powiedz, że jesteś z zagranicy
  7. wódkę kupuj tylko w sklepach - rynek i ulica odpadają
  8. nie rób zdjęć na granicy oraz w metrze
  9. nie pij za dużo

Po uzbrojeniu w taki arsenał porad, można było przeżyć cztery dni tutaj :) Pozostały oczywiście bariery językowe, ale i tu nasz survival guide był podpowiedzią, jak po rosyjsku powiedzieć kilka niezbędnych fraz, takich jak “dziękuję”, “proszę”, “jak się masz”, “poproszę butelkę wódki”, “do widzenia”, “przepraszam”, “proszę nalać mi wódki” itp. :)

A zatem, co zwiedziliśmy?
Pierwszego i ostatniego dnia nie zwiedzaliśmy nic (przyjechaliśmy do hotelu w czwartek wieczorem, wyjechaliśmy w niedzielę rano). Drugiego dnia naszym pierwszym celem była tzw. “Village of the Tzars” - mieliśmy okazję podziwiać wnętrza oraz ogrody pałacu Katarzyny. Przepych wnętrz był momentami olśniewający, a na zewnątrz zrobiliśmy sobie kilka głupich, grupowych zdjęć :) Zdjęcia z tej części wyprawy dostępne są w tej galerii.

Drugim punktem wycieczki była Katedra o nazwie “Sobór Zmartwychwstania Pańskiego” (Храм Спаса на Крови), leżąca nad kanałem Griboyedova. Budowla została wzniesiona na miejscu, gdzie w 1881 roku został zamordowany car Aleksander II Romanow (stąd angielska nazwa: Spilled Blood Cathedral). Ogólna powierzchnia świątyni to 1642 m², a wysokość - 81 m. Sobór wybudowano w tradycyjnym rosyjskim stylu XVI i XVII wiecznym. Z zewnątrz widoczne są płytki ceramiczne mozaiki, szkliwione cegły, marmur i granit, cebulaste kopuły są złocone i emaliowane. Wnętrze niemal całkowicie pokryte jest dekoracją mozaikową przedstawiającą sceny z Nowego Testamentu i wizerunki świętych. Zdjęcia zrobione na zewnątrz oraz wewnątrz dostępne są pod tym adresem.

Ostatnim punktem drugiego dnia wycieczki był interesujący, nocny rejs statkiem po rzece Neva, pokazujący całe piękno Petersburga w nocy. Wszystkie budynki wzdłuż rzeki oraz mosty są iluminowane, wygląda to naprawdę niesamowicie, szkoda tylko, że tego piękna nie oddają zrobione tam zdjęcia. Rejs był połączony z degustacją sowieckiego szampana (ohyda) oraz tradycyjnej rosyjskiej wódki (ohyda x10). Zdjęcia z rejsu, oraz inne zdjęcia, zrobione w nocy zamieściłem w osobnej galerii.

Dzień trzeci zaczął się od zwiedzania Katedry Św. Izaaka. Ten monumentalny budynek w chwili wybudowania był największym obiektem tego typu w Rosji, jego ukończenie zajęło ponad 40 lat. Wnętrze pokryte jest mozaikami i malowidłami, a z tarasu można podziwiać panoramę miasta (choć jej większa część wokół katedry to jakieś rudery i budynki w fazie konstrukcji). Tym nie mniej zdjęcia zrobione w katedrze należą do tych bardziej udanych, i można je zobaczyć tutaj.

Kolejnym punktem wycieczki był krążownik SS Peter (zdjęcia) oraz muzeum Hermitage, w którym z powodu braku czasu nie byłem (zdjęcia). W czasie, gdy grupa była w muzeum, ja z Bartkiem zwiedziliśmy Muzeum Artylerii, pełne czołgów, dział i innych przyrządów do zadawania obrażeń (zdjęcia).

Oprócz tego, podczas przejazdu pomiędzy kluczowymi punktami programu były jeszcze inne atrakcje, czasem zatrzymywaliśmy się by porobić zdjęcia, a o innych miejsach w czasie przejazdu opowiadała przewodniczka. Ludzie z tylnych rzędów strasznie się z niej śmiali, bo nadużywała natępujących słów: excellent, superior, gorgeous, extensive, absolutely, spectular, wonderful, great i innych. Z początku na to się nie zwracało uwagi, ale później strasznie kuło w oczy, kiedy w zdaniu, opisującym jakiś brzydki i odrapany mur pojawiały się dwie kombinacje: “extensive” oraz “absolutely spectacular”.

Alkoholizm
Myśląc o Sankt Petersburgu przed wyjazdem spodziewałem się, że zobaczę cały tłum pijanych ludzi, pociągających bezpośrednio z butelki na ulicy. To był błąd:

  1. po pierwsze, picie w miejscach publicznych jest zakazane, szczególnie dla gości z zagranicy, którzy są potencjalnym celem do ukarania grzywną (bo mają pieniądze)
  2. po drugie, picie bezpośrednio z butelki jest uważane za przejaw alkoholizmu
  3. po trzecie, picie bez jedzenia czegokolwiek jest uważane za przejaw alkoholizmu
  4. po czwarte, picie bez wcześniejszego wzniesienia toastu jest uważane za przejaw alkoholizmu

Ogólnie rzecz biorąc, można więc pić ile wlezie, byle jednocześnie mieć jakąś zakąskę, wznieść toast i nie pić z butelki. Wóczas nikt nie zarzuci, że się jest alkoholikiem :)

Ciekawostka: W jednej z restauracji (o przyjaźnie brzmiącej nazwie Idiot) można kupić “Gentleman’s kit” za 30€. Jest to ogólnie rzecz biorąc zestaw drobnych przekąsek, jeden litr wódki, oraz w cenę wliczona jest taksówka do najbliższego szpitala :)

Korki
W Sankt Petersburgu każdy zdaje się być w posiadaniu auta (nie wiem czy legalnie czy nie, w każdym razie jest sporo luksusowych aut, na przemian ze starymi Ładami). Na ulicę codziennie wyjeżdząją ich miliony, niestety zdaje się, że tutaj prawa jazdy się nie wyrabia, a raczej kupuje na bazarze. To co się dzieje na ulicach to przechodzi ludzkie pojęcie - w poradniku dla turystów jest napisane, by uważać przy przechodzeniu na światłach, bo to, że mamy zielone nic nie oznacza. Analogicznie, czerwone światło dla kierowcy też czasem znaczy co innego - przewodnik złośliwie zauważył, że kolor czerwony i zielony jest powszechnie w Rosji mylony. Petersburg jest miastem bardzo rozległym, i na pierwszy rzut oka drogi są w stanie zapewnić płynność przejazdu - większość z nich posiada 2,3,4 lub więcej pasów jazdy w jednym kierunku. W praktyce okazuje się, że jest to za mało - przejazd w kilometrowych korkach, jakie tworzą się nie tylko podczas godzin szczytu to istna mordęga - szybciej idzie się pieszo niż przejeżdża przez centrum. Kierowcy notorycznie wpychają się pod koła innym, klakson jest używany częściej, niż pedał hamulca, a zasada skręcania w lewo z lewego pasa i w prawo z prawego to czarna magia dla większości. Co lepsze, w mieście jest ograniczenie prędkości do 60km/h. Przewodnik powiedział jednak, że w praktyce policja nie zatrzymuje nikogo, kto jedzie wolniej niż 80 - 90 km/h. Jeśli więc cudem nie ma korka, to przejście przez ulicę jest gorsze, niż spacer przez ziemię niczyją w czasie wojny. Osobną sprawą są ewentualne kary, jakie grożą za złamanie przepisów. Najwyższy mandat, jaki można uzyskać za szybką i niebezpieczną jazdę to 100 rubli, czyli ok. 10 zł w Polsce. Nie dziwi więc fakt, że ograniczeniami prędkości, zakazów i nakazów nikt się tu za bardzo nie przejmuje.

Alternatywy
Jeśli więc nie auto, to co? Bardzo sprawnie działa metro, kosztuje jedynie 14 rubli (czyli ok. 1,5zł) a można jechać dokąd się chce, ile razy się chce i z iloma przesiadkami, pod warunkiem, że nie wyjdzie się na powierzchnię (wówczas znowu trzeba będzie zapłacić). Można również wezwać taksówkę, i tutaj sprawa się komplikuje, a raczej robi się śmieszna. W Petersburgu większość taksówek to taksówki “amatorskie” - po pracy ludzie dorabiają sobie, doczepiając znak TAXI, pełniąc misję taksówkarza. Po złapaniu taksówki mówi się miejsce docelowe, kierowca podaje swoją cenę, trzeba się chwilę potargować i jak umowa stoi to jazda. Nie miałem przyjemności poruszania się taksówką, ale raczej nie należy to do przyjemnych rzeczy ;p Znacznie lepiej się podróżowało metrem, choć było zatłoczone jak centrum Pekinu.

Zwrot o 360 stopni
To, co najbardziej podobało mi się w Rosji to diametralna różnica między Lappeenrantą a Sankt Petersburgiem. Najciekawsze z nich zebrałem w poniższej tabelce:

Finlandia (Lappeenranta) Rosja (Sankt Petersburg)
z wszystkimi dogadasz się po angielsku, język polski jest bezużyteczny mało kto mówi po angielsku. Znacznie łatwiej porozumieć się z mieszkańcami w języku polskim
mało miasto, o niskiej gęstości zaludnienia gigantyczna metropolia
najlepszy sposób poruszania się po mieście to samochód (jeśli się go ma) najgorszy sposób poruszania się po mieście to samochód (korki niesamowite)
picie wody z kranu jest dobrym sposobem na ugaszenie pragnienia bez obaw o zdrowie picie wody z krany jest dobre na co najwyżej zapuszczenie glonów na zębach
chodzenie samemu po ulicy po zmroku jest nudne jak flaki z olejem chodzenie samemu po ulicy jest wysoce zalecane dla lubiących ryzyko i adrenalinę
wysokie ceny (atuobus - 3€, alkohol - 16€, zestaw w McDonald’s - 8€) polskie lub nawet lepsze ceny (metro - ok. 40c, alkohol - 5,5€, zestaw w McDonald’s - 3,5€)
łatwo przeczytać dowolny tekst w języku fińskim, gorzej ze zrozumieniem treści łatwo zrozumieć mówiony tekst w języku rosyjskim, gorzej z zapisaniem i odczytem (cyrylica)

Po powrocie z Sankt Petersburga mogę się pochwalić umiejętnością rozszyfrowania większości znaków w cyrylicy :) Wszystkich zdjęć z wypadu było ponad 2500, po wywaleniu nieudanych i subiektywnie zbędnych zostało ich i tak ponad 1000. Podzieliłem je w 9 kategorii, które można obejrzeć po kliknięciu na poniższy ozdobnik:

Sankt Petersburg

oceniam jako: tragediaoceniam jako: słabyoceniam jako: średnioceniam jako: dobryoceniam jako: ekstra (4 ocen, średnio: 5 na 5)
czekaj... ... wczytywanie ...

Copyright© 2007-2008 Marcin Otorowski • Użyto oprogramowania i składników Wordpress • Użyto poprawnego XHTML i CSS.
Kopiowanie elementów graficznych, materiałów, publikacji i/lub ich fragmentów bez zgody autora zabronione.